czwartek, 17 maja 2012

Na pielęgniarkę ręki nie podnoś !

       Dopiero od niedawna istnieje prawo, które chroni personel medyczny od agresji pacjentów.
 Teraz jak inni funkcjonariusze państwowi ( policjant, urzędnik itd..) możemy domagać się sprawiedliwości za podniesienie ręki.  
Niestety, takich przypadków jest coraz więcej, ale nikt ich nie zgłasza. 
Nie spotkałam pielęgniarki , która nie byłaby w jakiś sposób atakowana. I ja w swoim życiu zawodowym spotkałam się z agresją. 
        Zdarza się, że po operacji, pacjenci czasami tracą kontakt z rzeczywistością . Dochodzi do tego w skutek nie dotlenienia mózgu, mikro udarów, a często z nieznanych przyczyn. Na szczęście te zmiany najczęściej ustępują po kilku godz. lub dniach. 
   Pamiętam, że mieliśmy chorego po ciężkim zabiegu. Po kilku dniach zauważyłyśmy, że gdy tylko do niego podchodzimy staje się nieprzyjemny i agresywny. Nic koło siebie nie dał zrobić. Jednak na wizycie lekarskiej, był bardzo miły i spokojny, na wszystko się zgadzał. Gdy tylko lekarze zniknęli, znów stawał się nieprzyjemny.  Sytuacja się powtarzała. Kilka razy prosiłyśmy lekarzy o interwencje, ale ci nie widzieli problemu. 
Do czasu. Tego wieczoru pacjent znów był agresywny, wyzywał nas, groził i nie dał do siebie podejść. Zadzwoniłyśmy do doktora. Bo wy dziewczyny nie macie podejścia - usłyszałyśmy w odpowiedzi. 
       Było już późno w nocy, gdy ujrzałyśmy go przy łóżku. Stał nagusieńki, jak go Pan Bóg stworzył.
 Prawie dwa metry wysoki, z naprężonym do granic możliwości cewnikiem moczowym i urwaną kroplówką -niczym predator zdążał w naszym kierunku.  Zdawało się że ten cewnik nie ma końca i tylko patrzyłyśmy kiedy  strzeli. Krzyknęłyśmy- co pan robi ! proszę wracać do łóżka !. Ale on , ku przerażeniu nie tylko nas ale i  pozostałych pacjentów- dalej parł na nas. Zaczęłyśmy biegać po sali. W ruch poszły łóżka. On z jednej strony, my z drugiej. Próbowałyśmy go oddzielić, ale on zaczął bawić się w kotka i myszkę. W pewnym momencie złapał mnie za rękę. Ja do niego taka mikra, myślałam że złamie mi nadgarstek. Zdążyłam tylko jęknąć,,o jejuniu,,Chyba sam siebie przeraził, bo po chwili puścił mi rękę. Przybiegł lekarz i ruszył na naszego agresora. Miałam wrażenie ,że dzieje się to jak na filmie ,, Starcie Tytanów,, Doktor chciał go złapać od tyłu i unieruchomić . Ale ten cofnął się do okna i chwycił ciężką, drewnianą poziomicę i jak nie walnie w nerki naszego wybawcy. Na szczęście udało się go w końcu pochwycić, a my w jednej sekundzie podałyśmy odpowiednią dawkę środka uspokajającego. Po chwili nasz delikwent zsunął się na łóżko i niczym słodki aniołek spał do rana. Widziałyśmy, jak lekarz jeszcze przez kilka dni chodził obolały, ale już nigdy nie usłyszałyśmy, że przesadzamy.
      To nie koniec historii. Następnego dnia ten pacjent nadal był agresywny, ale tym razem oberwało się noszowemu, który dostał kopniaka w brzuch. Potem go przepraszał, ale mógł nie pochodzić do niego, bo on nie ma nic do niego. 
Okazało się, że facet miał tylko problem z kobietami. Ot taki damski bokser.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz