sobota, 12 maja 2012

Rzecz o duchach...



      Od szkoły dzieliło mnie ponad 60 km. Mieszkałam więc w internacie. Saaame baby. Nie robiłyśmy jakiś głupich żartów, w końcu byłyśmy dorosłe, ale raz zachciało nam się wywoływać duchy.
           Poszłyśmy z koleżanką do sąsiedniego pokoju, gdzie miał odbyć się seans. Stół z planszą, talerzyk, zapalona świeczka i przykryte ręcznikiem lustro- wszystko to było. W pełnym skupieniu zaczęłyśmy przywoływać ducha jakiejś znanej postaci. Duchu, duchu przyjdź, duchu, duchu przyjdź...
  Nagle jednej koleżance wyrwało się.. . duchu, duchu ukaż się.. I nagle ręcznik spadł z lustra !!.
 Nieeeeee, wrzasnęłyśmy chórem. 
 Za chwilę talerzyk zaczął się poruszać. Banalne pytania każdej dziewczyny, kiedy która wyjdzie za mąż, czy skończy szkołę i  to co każda dziewczyna wiedzieć powinna. Ducha odwołałyśmy, ale ciągle miałyśmy wrażenie że jest z nami. Poszłyśmy do swojego pokoju nieźle przestraszone.Było już dobrze po północy a my zapaliłyśmy wszystkie lampy ( ku niezadowoleniu reszty koleżanek), złączyłyśmy swoje łóżka i poszłyśmy spać. . Ledwo usnęłyśmy, a tu nagle taki huk, jakby spadł kawał ciężkiego żelastwa . Stanęłyśmy na równe nogi. 
To już nie były żarty -  osiągnęłyśmy chyba apogeum strachu !. Zaczęłyśmy szukać przyczyny.  
Jakież było nasze zdziwienie, gdy na podłodze zobaczyłam moją szmacianą lalkę. Spadła z półki. 
            A swoją drogą to dziwne, półka była nad moim łóżkiem a lalka leżała tam od ponad roku. Poza tym siłą grawitacji powinna spaść mi na głowę. Nie spałam do czwartej nad ranem, pomyślałam że już kury pieją,
 i dopiero wtedy zrobiło mi się jakoś lekko.   A rano szkoła.
Wywoływanie duchów miałam wybite na ładnych parę lat.  

Kiedyś opowiem o duchach w pracy. Na nocnych zmianach wiele moich koleżanek
 miało spotkania- można by rzec- trzeciego stopnia.,

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz