środa, 16 maja 2012

Może wulgarne, ale prawdziwe...

Z czasów studium pamiętam jeszcze jedną historię.
Miałyśmy w grupie koleżankę Elę. Dziewczyna była jak nie z tego świata. Nie raz wprawiała nas w konsternację, ale teraz zaskoczyła samą siebie. Mieliśmy robić wymazy na Salmonellę. Kto pracuje przy żywności, te badania są obowiązkowe. Patyczkiem pobieramy wymaz z tylnej części ciała i wkładamy do probówki. Wszyscy wiedzieli jak do tego się zabrać. Wszyscy oprócz Eli. Ela włożyła sobie całą probówkę.  Sprawa wyszła na jaw, gdy zobaczyła że nasze patyczki znacznie różnią się zawartością od jej.  I tylko dobrze, że probówka to wytrzymała. W końcu nie była z hartowanego szkła.

Pewnie bym sobie tego nie przypomniała, gdyby nie fakt, że niedawno miałam przypadek pacjenta, któremu trzeba było wyjąć słoik z tej części ciała. Ponoć to już czwarty raz. Niestety, tym razem pokaleczył sobie jelita i  skończyło się bardzo poważną operacją. Ciekawe, czy czegoś go to nauczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz