niedziela, 22 lipca 2012

W odmiennym stanie świadomości

Jak pisałam wcześniej, czasami po zabiegach operacyjnych pacjenci nie kompletnie wracają do rzeczywistości. To wszystko w większości przypadków się cofa, zdarzają się jednak sytuacje, że zmiany są nieodwracalne. pracując na kardiochirurgii, mieliśmy takiego pacjenta. Przed zabiegiem był bardzo elokwentny, ponoć bardzo mądry człowiek z wyższym wykształceniem. Niestety po zabiegu był w bardzo ciężkim stanie, pojechał na reanimację. Wrócił do nas po kilku tygodniach, tylko nieco odmieniony - psychicznie. Rozmowa z tym pacjentem; Było już bardzo późno w nocy, gdy jak zwykle przechadzałam się między łóżkami. Podeszłam do tego pacjenta, bo nie spał. Patrzy na mnie i po chwili pyta; no co tak stoisz- pomogłabyś mi. A w czym mogłabym panu pomóc - pytam. Jak to w czym , trzeba te pakunki wyładować. Jakie pakunki - pytam. No te, pokazuje miejsce na podłodze, nie widzisz?. odparł nieco zdenerwowany. A co w tych ładunkach jest?. Jak to co! amunicja - mówi coraz bardziej zdenerwowany. A wie pan gdzie pan jest?. Pytam, żeby wyjaśnić mu że jest w szpitalu. No jak to gdzie- w lesie, na ruskiej granicy. Odpowiada, zdziwiony, że ja nie wiem. Nie jest pan w szpitalu- cierpliwie odpowiadam. A co pani ze mnie wariata robi..  A po chwili.. co się ze mną dzieje, co się dzieje?. pytał sam siebie. Po czym znowu- kto tam stoi? pyta wskazując na drzwi- nikogo tam nie ma - odpowiadam. Jak to nie ma... stoi tam, powiedz niech sobie idzie...
Najgorsze jest to, że pacjenci chwilami zdają sobie sprawę, że coś się w ich głowach dzieje.   Jednak nie potrafią tego opanować. Są też pacjenci, których trzeba przymocować pasami. Inaczej zrobili by krzywdę sobie lub innym pacjentom. Tak było z pacjentką, która wydzierała się w niebogłosy- aaa puście mnie, puście. Ja jestem Zofia Piłat, żona Piłata, mam zakopany skarb w ogródku... . A gdzie? pytamy.. w ogródku pod drzewem- aaaaaa wybijcie okna, wybijcie okna- krzyczała na cały oddział...  Ale to co nie można otworzyć? zapytała pielęgniarka... chwilę zamyślenia po czym odparła... no patrz... i znowu masz rację. Miałam pacjentkę, co jak mnie zobaczyła darła się, nie podchodź !! Miała tak przerażenie w oczach, że omijałam ją szerokim łukiem. Dostała od innej pielęgniarki lek uspokajający. Później mnie przepraszała, ale widziała we mnie diabła z rogami. Był też pacjent, który ciągle wychodził z łóżka. Kilka razy był przyprowadzany na swoją salę. Raz był nawet na innym oddziale. Kiedyś w nocy pielęgniarki usłyszały przeraźliwy krzyk i rwetes na sali. Pobiegły zobaczyć na salę. Pacjent, nagi od pasa w dół, wszedł na  żeńską salę i położył się do łóżka jakiejś kobiety. Chora narobiła rabanu, a on przestraszony bardziej niż ona nie wiedział o co chodzi. Nie chciał jej zrobić krzywdy, chciał się tylko położyć spać.Nie mówię już o latających kubkach czy załatwianiu swoich fizjologicznych potrzeb na środku sali.. No tak czasami niebezpieczną pracę mamy.  
ps; Jakiekolwiek nazwiska w postach są przypadkowe., 

piątek, 6 lipca 2012

Świadek Jehowy a krew

Nie tak dawno, rozmawiałyśmy na temat świadków Jehowych i ich podejścia do krwi. Pewnie dlatego, że w ostatnim czasie aż 3 osoby trafiły na oddział. do zabiegu. Jak postępować wobec braku zgody pacjenta na przetaczanie, jeśli jest mozliwość zagrożenia życia z powodu masywnego krwawienia. W większości przypadków nie zgadza się to z etyką lekarską i pielęgniarską, bo jak odmówić przetaczania krwi jeśli pacjent jest w stanie krytycznym. Z drugiej strony jest to poszanowanie czyjejś woli pacjenta, a co za tym idzie godności i prawa wyboru.
Pamiętam  czasy, żeby podać choremu krew bez jego zgody, owijało się butelkę z krwią, czarną folią lub podawało się  osocze tzw ,,suche,, - które miały kolor żółtawy i w niczym krwi nie przypominało. .
 No cóż i pacjent i lekarz był zadowolony, Obaj zgodnie ze swoim sumieniem. Bo ten pierwszy żył i miał sie dobrze, myśląc ze nadal żyje wg zasad swojej religii a ten drugi, że postąpił  zgodnie z przysięgą Hipokratesa no i dzięki temu zabiegowi, pacjent przeżył.
W dzisiejszych czasach nie słyszałam o stosowaniu  takich metod. Raczej rozmawia się z pacjentem, pozostawia wolny wybór.Choć na ile jest to w pełni świadomy wybór? Bo wbrew przesądom św. Jehowych - żadna kroplówka nie zastąpi krwi. A przecież każdy chce żyć jak najdłużej , nadal cieszyć się rodziną, domem, pracą.
  Miałyśmy pacjentkę po powikłaniach ginekologicznych, która odmówiła tej metody leczenia. No cóż z braku zgody odesłano ją na reanimację. Druga chora, z bardzo niską wyjściową morfologią-  też nie chciała podpisać zgody, ale lekarz wyraźnie dał jej do zrozumienia. Albo podpisze, albo nie będzie zabiegu. Pani wybór. Powiedział i wyszedł. Pokrótce kazała zawołać lekarza, że zgadza się na operację i przetaczanie krwi. Operacja przebiegała prawidłowo, i na szczęście obyło się bez krwi. W przeciwnym wypadku była by wykluczona ze zboru.
Ale co z dziećmi. Czy rodzice świadomie zgadzają się na śmierć dziecka?. Koleżanka opowiadała, że w takim wypadku, lekarze występują do sądu o tymczasowe pozbawienie praw rodzicielskich wobec dziecka. To krótkotrwałe prawo, po przetoczeniu krwi, znów są prawowitymi opiekunami. Cały proces odbywa się w trybie pilnym i trwa bardzo krótko, bo przecież chodzi tu o zagrożenie życia. Ale zdarza się że rodzice, odrzucają swoje dzieci i po ich wyleczeniu nie odbierają je ze szpitala. I tego zrozumieć nie mogę. Wychowywać dziecko przez kilka, kilkanaście lat i je porzucić.  Z powodu krwi. A co z uczuciami, co z   miłością ?? Jaka religia każe z pełną świadomością skazywać własne dzieci na śmierć?
 Myślę jednak, że w większości św. Jehowych przeżywa prawdziwy dramat, stawiając na szali dwie  największe, najwyższe wartości swojego życia.-  religia albo dziecko.
 Na szczęście ja takich wyborów dokonywać nie muszę.